header



Na wkładce debiutanckiej płyty grupy Devil Blues zapisano:
"Nagrań dokonaliśmy w studio Rembrandt Polskiego Radia Białystok w marcu i czerwcu 2005. Materiał zawarty na tej płycie z założenia miał nam posłużyć jako przepustka na festiwale bluesowe i inne imprezy muzyczne. Ostateczny rezultat przekroczył jednak nasze oczekiwania i postanowiliśmy owy materiał wydać"

Wydanie tej płyty to dobry pomysł. Nic dziwnego, że z taką przepustką grupa była i jest zapraszana na szereg festiwali. Nie dziwi też fakt, że ich udział w festiwalach zaowocował również szeregiem nagród - na koncertach poznano i doceniono wartość zespołu.
Płytę rozpoczyna standard "Before you accuse me". To dobry początek, bo znając wykonanie tego standardu np. przez Creedence Clearwater Revival z 1970 r. lub Erica Claptona z 1989 r. można stwierdzić, że Devil Blues zrobił to po swojemu i atrakcyjnie. Kolejne nagranie "Dream (Come back to me)" to długi, ponad 11-minutowy kołyszący numer, którego twórcą jest Sebastian Kozłowski. Tutaj umiejętności autora i gitarzysty w jednej osobie, wspieranego subtelną grą Przemysława Zalewskiego obsługującego instrumenty klawiszowe, są szczególnie widoczne. Następna kompozycja lidera to "Tell Me". W niej rozpoznamy charakterystyczne teksańskie brzmienie gitary.
Czwarte nagranie to instrumentalne "Sounds of freedom" (dedykowane tajemniczej osobie o inicjałach M.K.), które jest jakby prologiem do kolejnego: atrakcyjnego "Come fly with me" autorstwa Sebastiana Kozłowskiego i Krzysztofa Gorczaka. "Come fly with me" to nagranie, które powinno trafić do szerokiego grona odbiorców - to utwór przebojowy, który zadowoli nie tylko bluesfanów. Zrobiłem mały eksperyment: odsłuchałem kolejno "Sounds of freedom" (Devil Blues), "Come fly with me" (Devil Blues) i kompozycję Kenny Burneta "Chitlins Con Carne" w wersji, którą wykonał Stevie Ray Vaughan - wyszedł atrakcyjny tryptyk.
Kolejne dwa nagrania są bardziej energiczne. W jednym z nich jest wykorzystany utwór z repertuaru Tino Gonzalesa „It's rock & roll world”, a w drugim utwór, który wykonał kiedyś Anthony Gomes „Wolf in my henhouse”. Te kompozycje ukazują nowe możliwości: atrakcyjne aranżacje i świetne brzmienie grupy. Solidną podstawę dają: grający na perkusji Kamil Lickiewicz i basista Andrzej Kozłowski (zbieżność nazwisk podobno przypadkowa).
Sebastian Kozłowski to młody gitarzysta, który gra ze smakiem, z wyczuciem dojrzałego i doświadczonego muzyka. To nie są wyścigi po gryfie, tu nie ma nadmiaru dźwięków - to są potrzebne dźwięki.
Płytę zamyka nagranie dodatkowe - radiowa (skrócona do ok. 5 minut) wersja "Come fly with me". To świetne nagranie promocyjne. I tutaj wpadam w stan przygnębienia: która radiostacja będzie to odtwarzała? Które radio publiczne promuje naszych młodych (i nie tylko młodych) wykonawców bluesowych?
Nie napisałem jeszcze o wokalu. Uważam, że Krzysztof Gorczak znakomicie spełnia swoją rolę nie tylko sposobem interpretacji, ale również barwą głosu. Ci, którzy widzieli i słyszeli Devil Blues na koncertach docenią również jego zachowanie na scenie (skromność to chyba zaleta wszystkich członków zespołu). A to, że śpiewa po angielsku? Bardzo dobrze, przecież jesteśmy sojusznikami U.S.A. w U.E. Dzisiaj znajomość angielskiego może kształtować byt - przecież wielu rodaków szuka pracy za granicą. Mam nadzieję, że muzyków grupy Devil Blues taka przymusowa emigracja nie czeka.

W samochodzie słucham muzyki z kaset. Z satysfakcją wyciągnąłem kasetę z nagraną płytą "Long Time Coming", którą wydał Jonny Lang i nagrałem na tym nośniku płytę Devil Blues. Dopiero teraz słuchanie muzyki z tej kasety jest przyjemnością.

Pierwszy raz zetknąłem się z tym zespołem na koncercie Gala Blues Top 2005. Napisałem wtedy, że Devil Blues pokazali starszakom, jak się gra. Ale to był chyba słaby żart. Na płycie "Demo-cratic session" nie ma żartów.
Jest świetna muzyka - a to tylko demo. Polecam.

_________________
StS

Wtrącę i ja trzy grosze bo w temacie Devil Blues miałem coś powiedzieć. To bardzo obiecujący zespół, już w tej chwili panowie grają bardzo dojrzale. Zasługa to całego bandu i pracy którą słychać po każdym kolejnym koncercie. Dostałem od nich materiał i słuchałem z zazdrościąSmile Gitarzysta Sebastian ma szacunek dla tego co robi, wrażliwość i po prostu czuja - dlatego jego frazy są dojrzałe i wyważone. Nie "walczy" z gitarą tylko spokojnie dobiera dzwięki. Reszta kapeli granie traktuje profesjonalnie. Oby tak dalej.
Odniosę się jeszcze do uwagi Andrzeja Jerzyka - brak Ci Andrzeju tego zaru koncertowego na studyjnym materiale. Otóż moim zdaniem to szerszy problem nagrań studyjnych w Polsce w ogóle. To sprawa warunków technicznych, kosztów sesji nagraniowych itd... W studio można uzyskać energię, brzmienie, żar ale jest to trudne i wymaga dobrych warunków, produkcji, ludzi którzy się na tym znają no i przede wszystkim kasy. Bez tego nagrania studyjne zawsze pozostawiają niedosyt. Są po prostu kiepsko produkowane. Koncert sam z siebie jest ekspresyjny ale kiepsko nagrany też może nie przynieść oczekiwanego efektu. Ile pieniędzy mają kapele bluesowe w Polsce i w jakich warunkach nagrywają wszyscy wiemy. Mówię o tym bo sam z tym problemem boryka się mój zespół. I też mnie to denerwuje że Kennego Wayna, Billa Perrego czy innych słuchamy z wypiekami na twarzy bo z głośnika krew się leje, a rodzime produkcje przynoszą jedynie szacunek, zrozumienie, trochę radości. Kwestia brzmienia i produkcji jest bardzo ważna! Pozdrawiam bluesmaniaków od jj band'u.

_____________________
Jacek Jaguś (JJBand)